Level reprezentacyjny
Z pewnością wielokrotnie już podejmowano temat odnośnie tego, która piłka stoi na lepszym poziomie – ta reprezentacyjna, czy też klubowa. Dziesiątki, jeżeli nie tysiące jajogłowych ekspertów od futbolu rozmyślało już czy galaktyczna Barcelona zwyciężyłaby mistrzów Europy i świata Hiszpanów, czy poziom piłkarskiego mundialu jest wyższy od meczów Champions League. Problem ten choć ciekawy, wydaje mi się kompletnie niemożliwy do zweryfikowania. Bo w jaki sposób tu niby zorganizować starcie Hiszpanów z barcelończykami, skoro trzon zespołu Pepa Guardioli stanowią właśnie reprezentanci drużyny z półwyspu Iberyjskiego? Zaczęło mnie to nurtować po tym, kiedy przypomniałem sobie słowa Leo Benhakkera, byłego trenera polskiej reprezentacji, który co chwila wspominał, że dany gracz nie osiągnął jeszcze niezbędnego poziomu reprezentacyjnego. A w jaki poziom prezentuje zawodnik powiedzmy z bagażem doświadczeń z gry w Chamions League, który jednak z obojętnie jakiego powód nie gra w kadrze swego kraju? Albo jaki poziom prezentują nasi obecni kadrowicze, z których kilku grywa przecież w najmocniejszej Lidze Mistrzów, kilku z nich gra przecież także w Lidze Europejskiej. Pomimo tego, ogólnie generalnie akceptowany przez reprezentantów Franciszka Smudy stopień to mistrzowski, jeżeli będziemy brać oczywiście zdolności picia przez nich wódki. Podejdźmy jednak do tego bardziej rozsądnie. Za niespełna dwa lata Polska, z racji bycia współorganizatorem Euro 2012 rozegra przynajmniej trzy pojedynki z czołowymi drużynami Europy. Żeby nie skończyło się tak, jak zawsze, czyli spotkaniem otwarcia, o wszystko i o honor, musimy liczyć na cud, albo, jak uważa telewizyjny prezenter sportowy Bożydar Iwanow, dymisji trenera. Nie mam pojęcia co należy czynić, wiem jednak co uczynić by się przydało. Przestać interesować się piłką nożną i zająć się sportem bardziej konstruktywnym, np. tenisem stołowym.